a

a

niedziela, 24 stycznia 2016

Trochę lata w środku zimy, czyli egzotyczne rośliny w polskich ogrodach


Mimo że lubię zimę i nie jest ona w tym roku jakoś specjalnie upierdliwa, tęsknię za wiosną. Oczami wyobraźni widzę już mój ogródek, choć pewnie rzeczywistość jej nie dorówna, bo jestem całkowitym laikiem w tej dziedzinie. W zeszłym roku zajęta przeprowadzką, remontem i nieoczekiwanym przybyciem zwierzyńca olałam ogród kompletnie. Szlag mnie teraz trafia, że po głupią cebulę, czy czosnek muszę zasuwać do marketu, a w spiżarni na hakach dynda jedynie pęk zasuszonych rumianków i nędzne resztki mięty. A tak pięknie wyglądałyby warkocze cebuli... Nic to. W tym roku postaram się bardziej.

Z ogromną ciekawością przeglądam Internet, szukając ciekawych roślin. Jako kompletny amator, a do tego hm... co tu będę kryć, leń śmierdzący, szukam gatunków, które nie są wymagające. Które są ozdobne, mają pyszne, lub przynajmniej zdrowe owoce, a równocześnie nie są podatne na choroby i przemarzanie. Znalazłam parę prawdziwych perełek.

Na pierwsze miejsce zdecydowanie wybija się aktinidia- czyli mini kiwi. Jest to pnącze pochodzące z krajów Dalekiego Wschodu i zachwyca o każdej porze roku. Wiosną drobnymi, pachnącymi kwiatami,


późnym latem owocami,


a jesienią niespotykanym kolorem liści.



Gatunki kiwi, które w Polsce można swobodnie uprawiać to aktinidia ostrolistna oraz aktinidia pstrolistna. Powszechnie znane owoce kiwi pochodzą od aktinidii chińskiej, która nie występuje u nas ze względu na zbyt chłodny klimat. Jest to pnącze dwupienne, czyli trzeba posadzić męski i żeński krzew. Co prawda sadzonki zakwitają dopiero po trzech latach, ale przecież nigdzie się nie wybieram ;) Pnącze potrzebuje podpór (pergoli, płotu, lub nawet poręczy od schodów). Aktinidia nie jest podatna na choroby grzybowe, mszyce czy gąsienice, jednak pnącze to upodobały sobie koty, którym smakują szczególnie jego młode pędy (młode sadzonki warto więc osłonić plastikową siatką). Owoce aktinidii to małe kiwi i smakują jak... kiwi ;) Tyle tylko, ze mają gładką skórkę, którą można śmiało jeść. Oprócz tego, że są pyszne (choć nietrwałe w przechowywaniu), są prawdziwą bombą witaminową.

Drugie miejsce zajmuje cytryniec chiński. Jest to również pnącze i równie ciekawe. Mrozoodporny i długowieczny, nie potrzebuje super ziemi i dobrze rośnie w półcieniu (północny zachód lub północny wschód).


Ma zastosowanie jako roślina ozdobna, lecznicza i konsumpcyjna. Główną jego atrakcję stanowią jaskrawoczerwone owoce zebrane w grona, dojrzewające we wrześniu.


Na Dalekim Wschodzie, cytryniec, obok korzenia żeń-szenia, jest najpopularniejszą rośliną leczniczą. Korzystamy z liści (na herbatkę) i owoców (doskonałe na przetwory i do suszenia) Podobno napar z suszonych owoców cytryńca chińskiego jest doskonałym stabilizatorem poziomu cukru u ludzi chorych na cukrzycę.

Następny gość ze Wschodu, który doskonale czuje się w naszym klimacie to akebia pięciolistkowa- czyli czekoladowe pnącze. Jest to wieloletnia roślina, osiągająca wysokość 5-10 m, należąca do rodziny krępieniowatych. Pochodzi z Azji-porasta tereny Chin, Japonii i Korei. Wytwarza dekoracyjne, palczaste liście na długich ogonkach i słodko, korzennie pachnące, gwiazdkowate kwiaty, zebrane po kilka w gronach-męskie jasnoróżowe, żeńskie ciemnopurpurowe (u innych odmian mogą być również białe).


Akebia kwitnie od maja do kwietnia. Jesienią (w okresie od września do października) wytwarza walcowate, egzotycznie wyglądające owoce (przypominające parówki) zebrane po 2-6 w płaskie owocostany. Owoce z zewnątrz są fioletowe, a po dojrzeniu pękają, odsłaniając miękki, biały miąższ z czarnymi pestkami. Jemy właśnie miąższ. Jest słodki, smaczny, z melonowatym posmakiem.



Roślina rocznie przyrasta około 1-3 m.
Pnącze preferuje miejsca nasłonecznione, ale może rosnąć również w półcieniu. Nie lubi jednak stanowisk zbyt gorących. Najlepiej rośnie na glebach przepuszczalnych, lekko wilgotnych.

No i ostatnia pięknotka na dziś. Tym razem nie pnącze, a krzew. Kolcowój chiński, którego owoce to bardzo popularne ostatnio jagody Goji.


Kolcowój chiński to mocno rozgałęziony krzew dorastający do 1–2 m wysokości, o pędach pokrytych cierniami (długości do 2 cm). Ciemnozielone liście kolcowoju chińskiego są sztywne, lancetowate, wąskie, mają do 6 cm.
Kwiaty kolcowoju chińskiego są miododajne, mają dzwonkowaty kształt, są fioletowe i niewielkie (1–2 cm długości).


Kolcowój chiński kwitnie od czerwca do września.
Jego owoce to wspomniane już, podłużne czerwone jagody (dorastające do około 2 cm długości). Kolcowój chiński można z powodzeniem uprawiać w ogrodzie przydomowym bądź na działce. Roślina jest odporna na mróz, ale także na suszę czy wysoką temperaturę, i zanieczyszczenie powietrza. Znosi też nadmierną wilgoć.
Kolcowój chiński nie ma wysokich wymagań uprawowych. Z dwuletniej rośliny można zebrać około półtora kilograma owoców. Owoce należy zbierać strząsając je do pojemnika, gdyż dotknięcie delikatnych jagód palcami powoduje utlenienie i w konsekwencji ciemnienie miąższu, co zresztą nie wpływa na smak ani wartość owoców. O ich właściwościach leczniczych nie będę się rozpisywać, bo są one wręcz nieskończone ;)

Dodam jeszcze na koniec, że nawet gdyby nie chciało nam się zbierać owoców, a tylko cieszyć zmysły widokiem owych roślin, to owocami z całą pewnością uraczą się ptaki. Więc choćby z tego powodu, całkiem poważnie rozważam posadzenie całej tej chińszczyzny na mojej ziemi. I mam nadzieję, że zwrot "made in China", w tym przypadku nabierze całkiem innego znaczenia.
A jak u Was ? Czy na którymś gumnie rośnie aktinidia, cytryniec, czy coś w tym stylu? Czy macie jakieś doświadczenie w uprawie tych egzotycznych, choć radzących sobie doskonale w naszych ogrodach, roślin?

18 komentarzy:

  1. Z roślin przedstawionych przez Ciebie miałam tylko kolcowój. Niestety po pół roku dostał mączniaka i wyrzuciłam go. Z moich sprawdzonych to jeżyna i winorośl. Co roku masę zdrowych owoców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A piszą, że takie odporne. Pewnie na początku jednak trzeba się z nimi popieścić.

      Usuń
  2. Hmmm. Akebia przyrosła u mnie może 10 cm przez 3 lata... Kwiatów, a już owoców na pewno jakoś nie wyprodukowała do tej pory. Kolcowój przyrastać nie chce w ogóle. Cytryniec jeszcze nie przyrósł, bo posadziłam go rok temu... Natomiast jeżyna bezkolcowa przyrasta 3 metry na rok. Chyba przy niej pozostanę. :-) Ale u nas przymrozki bywają w czerwcu, więc nie każda roślina da radę w takim klimacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz. Jak to teoria nie zawsze z praktyką równo idzie ;(

      Usuń
    2. Ale człowiek nie chce wierzyć, że nie urośnie... Skoro takie ładne jest, to urosnąć przecież powinno?

      Usuń
    3. Daj im sznsę ;) Postrasz, że w kompoście wylądują, albo na paszę dla koni. Może się wezmą i ogarną ;)

      Usuń
    4. Jedną nawet urżnęłam przy samej ziemi niechcący ( może dlatego nie przyrosła?) i nic, w ogóle się nie przestraszyła.

      Usuń
  3. Mam akebię, posadziłam w ubiegłym roku i urosła przez lato jakieś 1,5 metra. Miała jasnoróżowe kwiatki, ale malutko. Owoców nie przyuważyłam. Posadziłam ją od południa, przy ganku, kiedy przymroziło, przysypałam ją ziemią u podstawy. Zobaczymy, jak przetrwa zimę. Czy wiesz, że jest zimozielona? Liście ma trochę klapnięte, ale są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo, że akebia jest jednopienna (czyli gender), żeby miała owoce musi być zapylenie krzyżowe, czyli co najmniej dwa osobniki. Całkiem fajny artykuł na ten temat znalazłam tutaj:
      http://poradnikogrodniczy.pl/akebia-quinata-jak-uprawiac-czekoladowe-pnacze.php

      Usuń
    2. Matko, jakie to skomplikowane...

      Usuń
    3. Haha. Jak się chce dzieci mieć, to dwa osobniki potrzebne. I bzykanko (pszczele ofkors ;)).

      Usuń
  4. Taaa, ja to se mogie. Do doniczki. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do doniczek też są ciekawe nasadzenia. Tyle tylko, że więcej cackania potrzebują

      Usuń
  5. U mnie na tej Syberii to se pomarzyć można...borówki amerykańskie mam, ale w tym roku zaraza je trafiła i zasychały kawiaty nawet, to samo z malinami, były ale dopiero w październiku, bo odkryłam lekarstwo na tą chorobę, co je poraziła. A to zwykłe drożdże rozpuszczone w wodzie. Preyskałam i na jesien dopiero ozdrowiały i borówki i maliny. Tych innowacji wymienionych przez Ciebie nawet nie sadzę. Dałam się nabrać i zasadziłam pięknego milina, co roku przemarza do korzeni i odbija, ale tylko tak na metr. Nie zakwitnie tu nigdy. Kkolcowoja widziłam w mieście w ogródku pod blokiem obsypany jagodami, ale tu jest ciepło, szczególnie w zacisznym miejscu. Mam 3 jabłoneczki, jedną śliwkę, ale jeszcze nie miały owoców. Nawet pigwa co roku ma ze trzy, cztery owocki, choć krzak ma już kilka lat. Za to sosna u mnie rośnie, jak szalona, chcesz wagon szyszek? Albo z pięć wagonów igieł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Igły przydadzą Ci się pod borówki,doskonale zakwaszają glebę. W zachodniopomorskim klimat jest w miarę łagodny, wiec mam nadzieję, że z "tej mąki jakiś chleb urośnie". A jak nie, to trudno. Posadzę maliny i jeżyny ;)

      Usuń
  6. Świdośliwa, to podobno jest fajne. Ale u siebie też nie ryzykuję. Jak chcesz się zabrać za ogród to powolutku siać musić rozsadę pomidorów i innych dyń. Dynie, kabaki, cukinie i patisony lubię sadzić, ale muszą mieć urodzajną ziemię, ja sadzę na kompoście,w takich kamieniami ogrodzonych miejscach. I jem całe lato.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam chetke na świdośliwę. I nieszpółkę.

      Usuń
  7. Zdecydowanie wolę lato :)))

    OdpowiedzUsuń