a

a

sobota, 15 lipca 2017

Zwierzęcy folwark, czyli mów do mnie suko

Podobno mowa jest srebrem a milczeniem złotem. No, nie wiem. Czasami, gdy ktoś nas strasznie zdenerwuje, zachowuje się podle i obrzydliwie stwierdzamy jednak, że pal licho to całe złoto. Z naszych ust płynie całe morze... co tam morze, cały ocean srebra. Ty palancie, kretynie, idioto, durniu... Te wyzwiska jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Cóż, z moich własnych ust też wymknęły się niejednokrotnie. Lecz gdy słyszę określenie, że ktoś zachowuje się jak zwierzę, to nie kumam.

Jak zwierzę, czyli jak? Zwierzęce potrzeby- to pogardliwe określenie czegoś prymitywnego i poniżej godności. Zachłannie wykonywane czynności; jedzenia, picia, seksu. Hm... Czy ktoś widział dzikie zwierzę tak nażarte, że nie mieści się prawie w swojej skórze? Tak napite, że zatacza się z prawa w lewo i nie jarzy kompletnie co jest co? Czy ktoś zna zwierzę sutenera, czerpiące zysk z nierządu samic? Słyszał o napastowaniu, gwałtach, perwersji w wykonaniu jakiegoś obdarzonego fallusem przedstawiciela fauny? No, poza człowiekiem oczywiście.
Ty brudna, śmierdząca świnio, głupi baranie, skretyniały ośle... Tak naprawdę są to oksymorony. Świnia jest bardzo czystym zwierzęciem. Częste kąpiele w błocie są elementem higieny. A jeśli śmierdzi w chlewie- to już sorry, ale nie świni wina, że oddaje kał i mocz. Jeśli całymi dniami siedzi w zamknięciu, to nie ma wyjścia i robi gdzie stoi, a jeśli człowiek nie sprząta-to śmierdzi. Proste i logiczne. Nie mam wiedzy o baranach z autopsji, ale oglądałam kiedyś program o naszych polskich Bieszczadach. Taki baran szefuje całemu stadu owiec, broni przed wilkami i zdziczałymi psami, szuka najlepszej, najbardziej soczystej trawy i zawsze sprowadzi swe żony do domu, nawet z najodleglejszych pastwisk. No moi drodzy- każda owca marzy o takim baranie. Z autopsji znam za to kozy i powiedzenie „wielki jak brzoza a głupi jak koza” jest wybitnie nieudanym zlepkiem rymów, choć z drugiej strony „śmierdzisz jak cap” jest akurat adekwatne do rzeczywistości ;) Osioł? Wspomnę tylko, że Jezus na osiołku ponoć jeździł, więc chyba nie wybrałby sobie durnia na wierzchowca, prawda?
Mówiąc „ty szczurze, karaluchu” dajemy odczuć wyzywanemu, że jest nic niewart. Że nie ma koneksji ani opiekunów i można go zgnieść obcasem zwykłego trampka. Tymczasem właśnie szczury i karaluchy przetrwałyby wybuch bomby nuklearnej i podczas gdy my- ludzie zamienilibyśmy się w tuman mgły, one żyłyby sobie spokojnie dalej. Pewnie jeszcze spokojniej niż za czasów panowania Homo sapiens.
Oślizgły wąż, żmija, pijawka... Węże mają cudowną w dotyku, aksamitną skórę. Pijawka napije się ile musi i odpada z chwilowego żywiciela, podczas gdy jej ludzki odpowiednik będzie doił i doił, aż nie wydoi wszystkiego do ostatniej kropli.
Złośliwa małpa. Ponad 95% genów mamy wspólnych, więc może i tak...



Albo stara krowa. Jak dla mnie, stara krowa nie różni się specjalnie od młodej krowy- obie mają takie same cycki. Więc określenie to, w odniesieniu do starszej wiekiem kobiety należy chyba potraktować jako komplement?
Pies- jak by nie było jeden z najwcześniej udomowionych gatunków- doczekał się całej masy przymiotników, czasem przeciwstawnych. Niby najlepszy przyjaciel człowieka, ale można nienawidzić jak psa. Albo życzyć „żebyś zdychał jak pies pod płotem”. Wierny jak pies i fałszywy jak pies. Kundel- jako złodziej i cwaniak i pies jako policjant. Swoją drogą, dlaczego pies? Bo taki czuły węch, że jak wpadnie na trop to nie popuści? Czy może raczej o pałkę chodzi? Idąc dalej tym tokiem myślenia wychodzi mi że kobieta policjantka to suka... 
Suka. To jest dopiero nietrafione wyzwisko. Suką nazywa się kobietę wredną, podłą, puszczalską i wyrodną matkę. Mam dwie suki. Owszem, pokłócą się czasem, powarczą, nawet rzucą do gardeł [zazwyczaj z powodu jakiegoś starego gnata], lecz pięć minut później leżą obok siebie, merdają ogonami i nie pamiętają o niedawnej kłótni. Nie wypominają jej sobie przez kolejnych dziesięć lat ani nie używają jako argumentu do przeforsowania własnego zdania. A jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie? Suka przyjmuje panów raz, góra dwa razy w roku- kiedy ma cieczkę. I to nie dla przyjemności ani zysku, lecz w celach prokreacji. A matką jest najczulszą, najbardziej opiekuńczą i gotową do poświęceń ze wszystkich możliwych.

Jak wyglądamy my ludzie, w tych obraźliwych połączeniach? Czy te zwierzęce epitety rzeczywiście są obraźliwe? Jeśli chcesz komuś dowalić, komuś, kto naprawdę zachował się po chamsku i zaszedł ci za skórę, powiedz mu, że postąpił bardzo po ludzku. Nazwij go człowiekiem, nie ma gorszego wyzwiska.
A do mnie spokojnie możecie mówić- ty suko. Uważam, że to bardzo wielki i niezasłużony wciąż komplement. Ale będę się starać.

6 komentarzy:

  1. Gdybym miala wybor, wolalabym chyba byc suka i malpa, oslem i swinia niz czlowiekiem, zwlaszcza z pisu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty. Podobno człowiek- to brzmi dumnie!

      Usuń
    2. Durnie, chciałam rzec...

      Usuń
  2. Zastanawia mnie, czy te epitety dotyczące zwierząt to tylko w polskiej kulturze czy u innych narodów też... A jeżeli chodzi o nas, Polaków, to widząc odradzającą się wiarę w czerwone wstążeczki, mające niby chronić przed urokami???, jestem pełna obaw o przyszłość naszego narodu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W niemieckim tez nie brakuje "zwierzecych" epitetow, wiec nie jest to tylko polska specjalnosc.

      Usuń
    2. No właśnie. To ciekawe pytanie jest. Czy oprócz Polski i Niemiec w innych krajach też porównuje się ludzi do zwierząt? Np.jak?

      Usuń