a

a

wtorek, 10 listopada 2015

Całkiem przyziemna romantyczność


Byłam wczoraj u Oli. Zrobiłyśmy sobie babski wieczorek, przy miętowej herbacie i kieliszeczku rumu. Herbata była jak najbardziej przyziemna, podana w swojskim kubku w kolorowe kropki. Rum „Contrabando” natomiast był (przynajmniej dla mnie) egzotyczny. Według etykiety, był to „Rum pochodzący z Dominikany. Jego słodki zapach przenosi każdego smakosza na tropikalne wyspy. Swój bogaty smak zawdzięcza słodkiej wanilii, nutce kokosa oraz świeżych i dojrzewających w słońcu owoców tropikalnych”.

Przy owych, jakże z pozoru niepasujących do siebie trunkach, prowadziłyśmy różne babskie gadki. Olkę wzięło na romantyzm i spontanicznie ułożyła najpiękniejszą definicję miłości. Idealnie połączyła romantyczny rum z codzienną herbatą. Słowa swe kierowała głównie do Anki, która zaparła się jak wół, i nie zważając na szybkim krokiem nadchodzący czwarty krzyżyk, uparcie odgania każde zbyt śmiałe portki. Ale to głównie ja zachwyciłam się tą przemową. Pozwólcie, że zacytuję słowa mojej szwagierki:

„Miłość to chęć dzielenia się wszystkim z drugim, konkretnym człowiekiem.
Miłość jest wtedy, gdy na przeraźliwy odgłos pędzącej karetki pogotowia podskakujesz go góry i dzwonisz w panice, aby usłyszeć jego głos. Lub, gdy spóźnia się pięć minut do domu, patrzysz na stojące, zdawałoby się, w miejscu wskazówki zegara, wyobrażając sobie najczarniejsze scenariusze. Miłość jest wtedy, gdy czujesz, że natychmiast musisz pogadać z nim o właśnie przeczytanej książce albo opowiedzieć o przykrości, która cię spotkała. I masz pewność, że on zawsze cię wysłucha. Wtedy, gdy idziesz z nim na grzyby, choć nienawidzisz pająków i z uśmiechem na twarzy czyścisz później obślizgłe kapelusze, aby zrobić jego ulubioną zupę grzybową. Gdy zbierasz rozwalone po całym domu skarpetki lub wstajesz półprzytomna z samego rana, aby zrobić mu śniadanie do pracy lub tylko dać buziaka w policzek. I wtedy, gdy czujesz w sercu ciepło nie do ogarnięcia, gdy pojawia się w drzwiach, a jego oczy mówią, że nie chciałby widzieć w tym momencie nikogo innego, tylko ciebie, nawet jeśli masz obwisłe cycki i parę kilo nadwagi”.

No, na końcu wyszły Olczyne kompleksy, ale która z nas nie ma własnego odpowiednika obwisłych cycek? Ja mam kilka.

Nie wspomnę, bo to wręcz skandal, że po wysłuchaniu przejmujących słów bratowej, Anka wyżłopała z gwinta resztkę rumu i stwierdziła, że zdecydowanie woli wibrator...

A ja -od dziś- zawsze będę pić herbatę z rumem ;)


6 komentarzy:

  1. Ja się przeraziłam, bo z wiekiem jakby mi kompleksy mniej ciążą...Mam nadzieję, że nie będę przeginać na stare lata. Rumu n i g d y samego nie piłam. Zawsze z herbatnią. Może czas zacząć...?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tupaja, rum bez herbary też dobry, tylko rezerwowoać trzeba wolny dzionek, głowka boli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rum mi się zawsze z piratami kojarzył ;)

      Usuń
  3. Hej laski! Co Wy z tym rumem? A co z miłością? ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Rum to ja tylko z colą. A miłość... z wibratorem, he he he!!! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona!!! ;))) Na pewno nie jest tak źle z tą milością ;)

      Usuń