a

a

poniedziałek, 23 listopada 2015

Post chamski, bezczelny i niepolityczny


Jak wynika z najnowszych sondaży telewizyjnych, ponad połowa Polaków jest przeciwna przyjęciu uchodźców. Sondaże internetowe mówią o 75% niechęci, a życiowe wskazują na prawie 100%. Przynajmniej w moim otoczeniu. Spotkałam się jednak z pewnym uchodźcolubem, który po długiej moralizatorskiej pogadance, przekonał mnie zupełnie do swoich racji. Kompletnie mnie rozbroił.
I gdyby dziś jakiś biedny terrorysta stanął w moim progu, przywitałabym go chlebem, solą i kotletem schabowym. Tylko kozy musiałabym dobrze zamknąć... W końcu czego tu się bać? Już 500 lat temu Indianie mieli problem z imigrantami, a teraz- proszę- mieszkają sobie spokojnie w rezerwatach.

Ów sympatyk imigrantów odsądził mnie od czci i wiary, zarzucając, że latam do schroniska z karmą dla psów, wydaję pieniądze na jakieś charytatywne akcje (pochwaliłam się zakupionym w Kurniku kalendarzem), przygarniam wiewiórki, kozy, prosiaki, a odwracam się od ludzi w potrzebie. No, chamstwo po prostu. I tak sobie pomyślałam, ma facet rację. Przecież moi czworonożni terroryści są tak samo niebezpieczni, jak ci chodzący na dwóch nogach. 
Taki wiewiór na przykład. Naraził mnie na koszty karmy, witamin, wizyt u weterynarza, popełnił sabotaż na moim haftowanym obrusie, wielokrotnie doprowadził do łez, zafundował kilka nieprzespanych nocek, a w zamian dał tylko kilkadziesiąt wybuchów. Ze śmiechu. 
Albo taki Boczek. Uratowałam go, dałam dom, jedzenie, uczucie, a ta świnia miny mi w sadzie podkłada. Śmierdzące. 
Saba kilka razy wypróbowała na mnie działanie broni chemicznej. Ostatnio- przedwczoraj, gdy wytarzała się w Boczkowej minie i cała szczęśliwa przybiegła po pieszczoty. Zanim się zorientowałam, było już za późno. Musiałam iść pod prysznic i do pralni... 
A konie? To są dopiero bestie! Kilka dni temu Ajron opowiadał, że Prima bezczelnie wysadziła go z siodła. Jednym słowem zwierzaki zawsze zapewniają bombowe przeżycia.

Niemiecka prasa uspokaja nas, że bardzo wielu imigrantów zasymilowało się z otoczeniem, przeszło na chrześcijańską wiarę i uznaje prawa obowiązujące w ich nowym kraju. To, że kobiety chodzą w burkach, związane jest tylko i wyłącznie z zimnym klimatem. Wieprzowiny nie jedzą, bo nie lubią, a o wschodzie słońca padają na twarz, bo ich po prostu w oczy razi. 
Myślę, że w Polsce zaaklimatyzowaliby się równie łatwo. Taki na przykład taksówkarz, pytałby się grzecznie, czy wysadzić nas pod domem, czy na najbliższym skrzyżowaniu. Nowi sąsiedzi dawaliby bombonierki w ramach zacieśniania sąsiedzkich więzi, mechanik samochodowy szybko i sprawnie wymieniłby w aucie koło zamachowe, a nauczycielka w szkole straszyłaby dzieci, że jak będą gadać, to je rozsadzi. Normalka.

Moje pożegnanie będzie dziś cytatem z pewnego człowieka. Jest to muzułmanin francuskiego pochodzenia, mieszkający obecnie na Hawajach — Ross Pierre Dolevas.
Aloha Akbar.
Ps. Wiedzieliście, że Harry Potter też jest imigrantem?



4 komentarze:

  1. No tak. Kotletem byś ich przywitała. Schabowym, he he he!
    Harry Potter? Nie wiedziałam :-) Ale musze Cię poprawić. Nie imigrantem tylko uchodźcą. Z Azkabanu :-))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, kajam się. Teraz wszyscy zwracają szczególną uwagę na poprawność językową. Trzeba rozgraniczać imigrantów od uchodźców i terrorystów. Allacha od Aloha, i wierzowinę od drobiu ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Normalnie czekamy na nich. Zamrażarka czeka. Pusta. Zmieści się ich trochę. Dla Garipa i Rudej :)

    OdpowiedzUsuń