a

a

niedziela, 12 czerwca 2016

Polska- biało czerwoni...

Na początek proste pytanie: co robili Polacy dzisiaj mniej więcej w godzinach 17.30- 20.00? Oczywiście oglądali mecz Polska-Irlandia Pn. Muszę powiedzieć, że nie jestem fanką piłki nożnej i szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam, dlaczego wszyscy tak bardzo podniecają się grupką dorosłych facetów ganiających po murawie za okrągłym kawałkiem skóry. Teraz już wiem. Boże, jakież to emocje!

Euromania opanowała też moją rodzinę (tzn. męską jej część) i wszyscy zjechaliśmy się do Anki i Ajrona ( pewnie dlatego, że Ajron ma największy telewizor ;)), aby wspólnie kibicować naszym chłopcom, wylewającym tony potu na stadionie w Nicei.
Na rodzinny spęd zakupy wyjątkowo zrobił Jurek. Wrócił z miasta samochodem przystrojonym w biało-czerwone flagi. Jedna przy antenie i dwie przy lusterkach.
-Za darmo dawali. Przy czteropaku browarów- Oznajmił zadowolony. Hm... łatwo policzyć ile piwska zakupił ;)
We Wiatrakach zaparkowaliśmy obok równie ustrojonych samochodów Piotrka i Ajrona. Faceci usadowili się w salonie a my poszłyśmy do mniejszego pokoju, gdzie znajduje się drugi telewizor. Dzieci, z twarzami pomalowanymi narodowymi barwami, pałętały się po domu i obejściu, zadowolone że żaden z dorosłych nie zwraca na nich uwagi. Niestety w damskim gronie zabrakło czteropaków, gdyż ja musiałam jakoś odwieźć Jurka, siebie i Natana do domu, Anka jest w ciąży, a Olka postanowiła się z nami solidaryzować. Było natomiast kilka paczek czipsów (Ola przygotowała dla Anki- ku przerażeniu obdarowanej- zdrowe czipsy warzywne), miska popcornu i z dziesięć kilo truskawek. Przy okazji spotkania postanowiłyśmy, że zrobimy sobie wieczór piękności, więc na użycie czekały też różne naturalne maseczki. Z ziemniaka, banana, truskawki zmiksowane z mąką ziemniaczaną i tym podobne wynalazki, które może nie pomogą, ale na pewno nie zaszkodzą ;)
O 17.50 zaczął się mecz. Panowie otworzyli piwa, my wypaćkałyśmy się bananami, truskawkowym kompotem wzniosłyśmy toast za wygraną i rozpoczęły się komentarze.

Salon
-No leć, leć... podaj do Błaszczykowskiego baranie...
Gościnny
-Fajny ten Błaszczykowski, taki kilkudniowy zarost jest całkiem seksy...
Salon
-Dawaj Kapustka! Niezły jest, choć smarkacz jeszcze...
Gościnny
-A propo Kapustki. Mówiłam wam, że gołąbki z kaszą gryczaną zamiast ryżu są zarąbiście smaczne...
Salon
-Jak faul! Co za debil!
Gościnny
-Zobaczcie jak idiotycznie wygląda facet, który żuje gumę z otwartymi ustami...
Wspólnie
- Gooool!!!
Kuźwa, nie widziałam, bo akurat maseczkę zmywałam, ale dziewczyny darły się równie głośno co faceci.
Z salonu dobiegały dzikie wrzaski radości i odgłosy stukania się kuflami. My walnęłyśmy sobie po kolejnym kubku kompotu. W czasie przerwy ponownie napełniłyśmy salaterki orzeszkami i czipsami, bo wszelkie przekąski znikały w mgnieniu oka i w takim samym tempie przybywało pustych butelek.
Salon
-Karny! Powinien być karny. Irlandczyk przyjął ręką.
Gościnny
-Ach Lewandowski... Podobno będzie tatusiem, słyszałyście? Ciekawe czy Ania ma poranne mdłości. Ja rzygałam jak struty kot...
Salon
-Dziewczyny, przynieście z lodówki piwo, bo się skończyło!

Dodam, że z salonu jest zdecydowanie bliżej do lodówki niż z pokoju okupowanego przez nas, ale Ola postanowiła się poświęcić. Po straconej bramce Irlandczycy ruszyli do boju i co rusz darłyśmy japy, bo kilka razy pod bramką Szczęsnego robiło się gorąco. W międzyczasie do pokoju przyszły dzieci. Natan pociągnął mnie za spodnie:-Ciociu, a wujek powiedział kurwa.- To nieładnie, ale wiesz, czasem się wymknie. Wujek jest taki zaaferowany grą, że pewnie nawet nie wie co je, a co dopiero co mówi.-Usprawiedliwiałam Jerzego. Mały wrócił do Michaliny i coś tam wspólnie cichaczem knuli.
Szczęsny ledwie obronił strzał. Natan zerknął na mnie znacząco- Ciociu, znowu! Już miałam iść poprosić chłopaków aby pilnowali lepiej swoich jęzorów, ale dzieci na szczęście ponownie wyszły na dwór.

Po dwóch żółtych kartkach, jednym golu, kilogramach niezdrowego żarcia (zdrowe zostało nieruszone) i hektolitrach piwa mecz zakończył się zwycięstwem Polski. Och, jaka to była radość! Gratulowaliśmy sobie, jakbyśmy osobiście ganiali po murawie i własnoręcznie (nożnie właściwie) wbili gola.



Ajron wyłuskał po omacku jednego czipsa i zjadł ze smakiem. Jego pies- Sułtan spojrzał z zawiścią i oblizał paszczę. Anka zerknęła do salaterki.
- Jasna cholera, co wy jecie? 
Natan i Miśka zaczęli coś do siebie szeptać. Ajron głośno przełknął, po czym podążył wzrokiem za Anią.
-K...wa.
-Faktycznie ciociu. Miałaś rację.- uśmiechnął się Natan.

Kolejny mecz u nas. Muszę kupić większy zapas psiej karmy. Taniej wyjdzie, a skoro i tak nie widzą różnicy...

8 komentarzy:

  1. Buhahaha! Hmmm...
    Dobrze, ze moj jest "normalny". Predzej ja cos skomentuje, a ten siedzi w milczeniu i wydaje sie byc znudzony(!). A kiedy pada bramka, nawet nie drgnie, podczas gdy ja skacze do sufitu. Chyba powinnam pic piwo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, a mój zawsze gada, że to on jest normalny ;)

      Usuń
  2. Tak to jest, jak mężczyzna zestresowany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męski żołądek wszystko strawi, tylko co teraz biedny Sułtan zje, czipsów nie lubi ;)

      Usuń
  3. podoba mi się Twoja relacja:)))
    jakbym tam była u Was :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to sie usmialam! Ja tez ogladalam, co prawda w niejakiej samotnosci, ale jak wrzasnelam: No szczelaj idioto! to kot prawie dziury mi w scianie nie zrobil, tak wial...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kociego jedzenia nie podżerałaś? ;)))

      Usuń