a

a

piątek, 24 lipca 2015

I bomba pierdykła. Czy nie...?






Byłam dziś nad jeziorem. Znajduje się ono ze dwa kilometry od domu, w środku lasu. Wzięłam psa, ręcznik i poszłyśmy sobie spokojnym spacerkiem. Usiadłam na mostku, byle jak zbitym przez jakiegoś wędkarza i kontemplowałam przyrodę. Jeziorko, pewnie polodowcowego pochodzenia, jest niewielkie. O regularnym kształcie, brzegach porośniętych tatarakiem i czystym, zielonym, gładkim lustrze. Co jakiś czas, ryby i ważki tworzyły na lustrze zawirowania. Malutkie punkciki zamieniały się w coraz większe okręgi. 
Tak samo stało się z moim blogiem. Najpierw pisałam dla siebie, później dla niewielkiego grona rodziny i znajomych, w końcu trafiłam do Was. Siedziałabym nad tym jeziorem pewnie do samej nocy, gdyby nie nieco mniej przyjemny aspekt nadwodnego ekosystemu. Zaczęły kąsać mnie gzy. Końskie muchy, ślepaki, czy jak tam jeszcze inaczej nazywają się te potwory, które istnieją chyba tylko po to, aby utrudniać życie tak ludziom, jak i zwierzętom. Kąsały mnie również, trochę irracjonalne właściwie, wyrzuty sumienia, dlatego post mój dzisiejszy będzie Fenistilem na moje serce.

Drogie Dziefczyny. Hm... zaczynam „kwokać” tak jak Wy ;) Pozwólcie, że się przedstawię i gwoli ścisłości wyjaśnię kilka spraw. 
Nazywam się Joanna Kupniewska i jestem autorką powieści „Dysonanse i harmonie”. Żadną znaną pisarką, broń Boże celebrytką- zwykłą kobietą, która wydała swą debiutancką książkę. Powieść, ku mojej radości (i zdziwieniu) bardzo szybko rozeszła się w mojej rodzinnej miejscowości (czyli Choszcznie właśnie), oraz okolicach i moje czytelniczki czując niedosyt, molestowały mnie o więcej szczegółów, więcej Mariolki, więcej „Rapsodii”. Wpadłam więc na pomysł prowadzenia bloga. Nie ukrywam, że pod wpływem Waszych blogów, które podczytywałam sobie cichaczem i z wielką przyjemnością. Wasze komentarze i zaangażowanie spowodowały, że zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno czytałyście profil Marioli i informacje na bocznym pasku. Dlatego też, na wszelki wypadek, poczuwam się do obowiązku wyjaśnienia kilku spraw. 
Mariola jest moim alter ego. Mam albo bujną wyobraźnię, albo początki schizofrenii, bo pisząc, całkowicie wcielałam się w jej postać. Jej przemyślenia są moimi przemyśleniami, jej uczucia moimi, jej łzy- zarówno te ze wzruszenia, jak i z wściekłości- również. Blog zaczął się jako swoiste dopełnienie książki. Opisałam w nim to, co pominęłam w powieści. Chciałam aby czytelnicy lepiej poznali bohaterkę „Dysonansów i harmonii”. Aby w jakiś sposób zaprzyjaźnili się z nią, mogli z nią porozmawiać... Aby poczuli, że jest taką samą kobietą jak one same, ich sąsiadka, pani z poczty, czy dawno niewidziana koleżanka, a nie wyidealizowaną postacią z papierowych stron. Liczne maile do Mariolki utwierdziły mnie w słuszności tego pomysłu. 
Z biegiem czasu blog stał się nie Mariolki, tylko mój własny. Cała otoczka, akcja i imiona postaci są fabułą książki, ale wszelkie głębsze przemyślenia powstawały spontanicznie na skutek jakiegoś autentycznego zdarzenia. A to problemu w pracy (jestem fizjoterapeutką), a to rzuconego mimochodem zdania, które mnie wzruszyło lub zbulwersowało, a to sytuacji której byłam świadkiem lub czynnie w niej uczestniczyłam. Na poszczególne posty miały też wpływ rzeczywiste zdarzenia z miejsca mojego zamieszkania i rodzinne zamieszania (Hania i Michalina są moimi najprawdziwszymi siostrzenicami. Ich wariactwa zostały trochę ugładzone, bo w życiu nie uwierzyłybyście, co te dwa czorty potrafią ;)) Tak więc postaci też nie są właściwie wyssane z palca. Są sumą postaci realnych, które otaczają mnie na co dzień. Jurek i Dawid są, wyolbrzymionymi sporo, moimi własnymi mężczyznami, choć niestety Ajrona musiałam już sobie wymyślić ;) Jerzy sapie nieco, że z tak rozbudowanym PR-em, stanie się wkrótce najbardziej znienawidzonym Jerzym w okolicach ;) Anna i Aleksandra to moje siostry, kuzynki i koleżanki. Całkowicie prawdziwy był wiewiór i wszystkie emocje z nim związane. Podobnie z psem, który leży właśnie obok mnie, wymordowany po kąpieli w jeziorze. Tak samo prawdziwa jest Emilka, choć oczywiście inaczej ma na imię i jej sytuacja w rzeczywistości była jeszcze gorsza niż ta przedstawiona w powieści. Obawiam się, że każda z Was zna taką Emilkę, dlatego też uznałam ten wątek za jeden z najważniejszych problemów poruszanych w książce. Gospodarzenie na „Rapsodii” jest po części moje własne (przetwory, sery, nieudany miód z mniszka o konsystencji betonu, itp.) a po części opisem życia na zaprzyjaźnionym gospodarstwie agroturystycznym. Więc również bez ściemy i wymyślania z kosmosu.

Jak pewnie zauważyłyście, post z 21 lipca jest wpisem podsumowywującym (jest takie słowo? Hm... pisarka...;)) Blog zahaczył o mniej więcej 1/3 książki i właśnie się kończy, co nie znaczy, że nie będę do Was zaglądać ;) Uzależniłam się od Waszego pisania ;)Całkiem zresztą prawdopodobne, że nie wytrzymam i pomimo podjętej decyzji, dalej będę się spowiadać lub wyżywać, kontynuując blogowanie;)

Hano, jestem pełna podziwu dla Ciebie i pozostałych dziewczyn. Z Waszą inteligencją, poczuciem humoru i niezwykłą wręcz empatią jesteście naprawdę niesamowitymi kobietami. A Ty jesteś prawdziwą PrezesKurą. Mało kto potrafiłby tak skupić dookoła siebie tylu niezwykłych ludzi.
Bardzo się cieszę, że Pani PrezesKura zgodziła się przyjąć i zlicytować na rzecz Skarpety autorski egzemplarz mojej powieści, z nabazgraną (niczym kura pazurem) na pierwszej stronie dedykacją dla wspaniałych kobiet, jakie tu poznałam.

Mam szczerą nadzieję, że nie czujecie się zmanipulowane, ani nic w tym stylu. Od samego początku na bocznym pasku i w profilu Mariolki wszystko było jasno napisane. Tym bardziej miło mi, że tak żywo i entuzjastycznie reagowałyście na moje kolejne posty. Powieść napisana jest w podobnym tonie i stylu jak powyższy blog, miejscami przemycone są jej fragmenty. Jeśli blog przypadł Wam do gustu, mam nadzieję, że spodoba się również książka.
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego.

Ps -Jeśli macie chwilę czasu i chęć przeczytania fragmentu powieści, zapraszam tutaj.




40 komentarzy:

  1. No masz:) Przyznaje,ze się nieco wkręciłam i spersonalizowałam Mariolkę jako Joannę a przecież przeczytałam na wstępie informację po lewej stronie :)))))

    Czyli piszesz doskonale !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajnie, że się wkręciłaś ;) Książki (blogi) są po to, żeby wzbudzać u czytelników emocje;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koko, ze srajfona piszesz? Bo kolejny raz Cię usunęło. Ale dziękuję za dobre słowo i zainteresowanie ;)

      Usuń
    2. noż , kurza twarz ! ..., żeby małe pudełko nie dało się wypowiedzieć w całej rozciągłości ...
      otóż : miło było nakręcać się tu z Tobą ... jeśli uznałaś , że już dość - truuuudno ! choć żal doopsko ściska...
      może jeszcze przemyśl tę decyzję ...?
      w każdym razie nie odkładaj pióra - dobrze się Ciebie czyta : jesteś zabawna , refleksyjna , zaskakująca ( oj tam ! itd. itp itp. )
      fajnie było poznać ( tak przy okazji ;) ! ) całą gromadkę pozytywnych człowieków ( jesssuuu : a jednak bywają jeszcze takie niedobitki ? )

      dzięki za wspólną zabawę i ... poznanie Ciebie ! cmok *)

      Usuń
  3. O jeżu, Mariolka, dałaś czadu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czad- to moje drugie imię ;))

      Usuń
    2. Hm... właściwie trzecie...

      Usuń
  4. Dałam się wkręcić jak nic! Gratuluję książki, no i odwagi, żeby wyjść z szafy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam zamiaru ściemniać. A skoro się wkręciłyście w temat, to chyba dobrze ;) Ja wkręciłam się w Wasze blogi ;) Pozdrawiam Gosiu Ciebie i Twój zwierzyniec.

      Usuń
    2. ja to sie wkrecam po kawalku i wszystko mi jedno kto jest prawdziwy a kto nie, czy zlepki ludzi/przygod/okazji.miejsc.
      wisi dynda i powiewa, bo fajnie napisane.
      a kozy kocham sercem szczerem, choc zadnej bym do ogrodu/domu nie wposcila, bo cholera wie czy plot i sciany i dach by sie ostaly :P
      ksiazka mi gwizdnela kolo nosa niczem ta , no, jak jej tam, taka z ogonem, ooo ta - kometa, czyli musze isc i kupic. no masz!!! ale chyba kupie jako ebooka, bo na papiur to juz w zadnym domu ni mo miejsca.
      i ho ho ho - Rucianka mnie cytuje - hohoho

      Usuń
  5. Marioli , czytałam profil i trochę mnie Ajron zastanowił i nawet napisałem o tym ze to jakiś desant wetòw u Ciebie ale srajfon zamienił to na Węgrów i desant zamienił i i poszło w żarty; ) Ale jak przeczytałam o "adopcji" to się wystraszylam, czy nie dajemy się wkrecać w coś złego Poczytałam FB II obejrzałam wywiad i serio zastanawiałam się, co z tym zrobisz.Cieszę się; że to jednak wyjasnilas Nie rezygnuj z bloga , to fajna zabawa ,pamiętnik i miejsce do pogaduch Dla mnie możesz być Mariolką ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znów ze srajfon więc wybacz literówki ☺

      Usuń
    2. Emilka to juz zbyt poważna sprawa, dlatego właśnie czas konczyć bloga. Przynajmniej bloga Mariolki. Ale nie zapominajcie o mnie, pewnie na spontanie jeszcze coś tu naskrobię ;) Sonic, na widok jakiegokolwiek smartfona, będę Cię wspominać ;)))

      Usuń
    3. Skrob,będziemy zaglądać.Nic nie kończ.
      Może zostań siostrą Mariolki i pisz dla nas nadal ?

      Usuń
    4. podpisuje sie pod ruciankom!! jak jako czlonkini Kurnika i nie tylko.

      Usuń
    5. A właściwie dlaczego miałabyś bloga nie pisać?

      Usuń
  6. Cześć,poznałam Cię w Kurniku.
    Jak napisałaś o świniaczku,to nie wytrzymałam ,wlazłam tu i czytałam.
    Zdublował mi się weterynarz i prosiak.Na pasku było o nich.O ile prosiaki mogłaś mieć dwa,to z dwoma wetami i mężem byłoby trudniej ( chyba że z różnych lecznic ;))
    Pozdrawiam Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha. Mąż prawdopodobny, ale wet od razu Wam podpadł nie? ;)Oż, życie... ;)))

      Usuń
    2. Jeden wet,ok .
      Ale dwaj mogliby mieć problem z diagnozą,hrehre.
      Hrehre ,to cytat z Opakowanej ;)

      Usuń
  7. Wet i Boczek są bphaterami książki. Dlatego pojawili sie na pasku, i dlatego nie rozpisywałam się za bardzo na ich temat.
    Kurnik rządzi ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,
      to było dosyć oczywiste,nie miej żadnych z tym problemów.
      Dla mnie możesz być nadal Mariolką,kocham też prosiaki,prywatny wet też by mi się przydał.
      W razie co ,Ajron jeździ na wizyty domowe?

      Usuń
    2. Może drugą powieść skrobniesz o Szalonych Kurach? ;)
      Oj,aż strach się bać.

      Usuń
    3. A powiem Ci, że to świetna myśl jest ;)))

      Usuń
  8. Mariolka, dostarczymy Ci bezmiaru materiału, nie będziesz musiała szukać źródeł, hrehrehre!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hrehrehrehrehrehrehrehrehrehrehrehreherherherherher - to na temat szukania zrodel....a wlasnie mi chodzi po glowie, czy to nie ja podrzucilam Ci, Hana, "gumno", czy sloweczko bylo uzywane zanim zaczelam bywac na grzedach..ale od lat chcialam regularnie uzywac tego slowa i nie udawalo sie...moze sie zadawalam z neiwlasciwymi osobami...

      Usuń
    2. Opakowana- słownik wydaj- będzie hit ;))))

      Usuń
    3. STARANNIE opakowany, prosze Pan. Ale jest juz slownik w Kurniku przecie.

      Usuń
    4. Przecież słownik KuroZmowy już jest, w zakładce Kurnika!

      Usuń
    5. Opakowana, rzeczownika "gumno" używam od zawsze, wraz z Młodą Lekarką, do której przychodził Pacjent i oddalał się po gumnie! (Radio Trójka).

      Usuń
  9. No niezły numer ;) Przyznaję się bez bicia, że dałam sie nabrać. Choć z własnej winy, bo profilu nie czytałam - nauczka na przyszłość. Z przyjemnościa przeczytam książkę. Pozdrawiam- Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Agnieszko. Miło mi będzie, jak podzielisz się później opinią ;) Książkę, między innymi, można będzie nabyć u Hany z Pastelowego Kurnika, a pieniążki pójdą na szczytny cel- dla zwierzaków. Nie wiem jeszcze kiedy, ale śledź jej blog. Nie tylko zresztą z tego powodu. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  10. Wchodzę na twój blog bo jest fajny, miły, serdeczny i ciekawy i powiem Ci szczerze, że g... mnie obchodzi jakie zamiary masz wobec niego, ale chcę abyś pisała dalej, bo lubię do Ciebie zaglądać :P
    Buziaki :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super ;) Zastanawia mnie tylko, czy pisząc g..., miałaś na myśli część garderoby łączącą np poły bluzki, czy raczej produkt przemiany materii ?;) Ja również z przyjemnością do Ciebie zaglądam.

      Usuń
    2. Trzecia opcja - gucio :) Ale zawsze piszę g... konspiracyjnie, albo kontrowersyjnie :P

      Usuń
  11. Ja się iczywiście dałam nabrać, ale to tylko dlatego, że całkiem niedawno de Kurnika tu przylazłam, potem mnie srajfn potrajał ot i ło. a dziewczynom z Kurnika uwierz na słowo, tematów Ci dostarczą, one kiedyś u mnie w komentarzach napisały powieść w odcinkach, ja tylko dorabiałam z drewna nowe postaci...a to Czarnego Zenona, a to Eustachego, a to sklepową Janinkę....czekaj może znaję ten post. Zobaczysz, co Kury potrafią na spontanie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. http://de-kupa-ge.blogspot.com/2013/07/czarny-zenon.html
    to pierwszy post z tej serii, potem idą kolejne, aż do zakończenia powieści w postaci komentarzy pd kolejnymi postami. Dziewczyny dały czadu. Miałam ubaw po pachy, a jaką wenę!!! Tego roku mi jest niestety zabrakło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah. Eustachy piękny, ale Eulalia wręcz przeurocza ;))) Talenta masz Mnemo;) Z przyjemnością poczytam o ich losach .

      Usuń