a

a

piątek, 17 lipca 2015

Zamienił stryjek siekierkę na kijek...


Opowiem Wam kilka historyjek. Nieciekawych, nieładnych i nieśmiesznych.

Pani Zosia kupiła córce małego pieska. Och, jakże cieszyła się mała Marysia. Podskakiwała z radości, płakała ze szczęścia, rzucała się mamie na szyję i mówiła, że kocha ją najbardziej na świecie. Szczęście niepojęte
Wzruszające prawda? Minęło kilka lat. Marysia znudziła się swoim przyjacielem. Pies był wybitnie tępy. Nie robił siku do toalety, nie potrafił sam uszykować sobie jedzenia i był na tyle bezczelny, że domagał się choćby odrobiny uwagi. Życie Zofii zmieniło się w koszmar. Na szczęście w pobliżu było schronisko, dokąd można było wyeksmitować uciążliwego pasożyta. Pies został oddany i życie wróciło do normy. Nieważne, że dla psa, życie właśnie się skończyło. Nieważne, że nie rozumiał dlaczego znalazł się w tym miejscu. Codziennie wypatrywał oczy za Marysią i Zofią, tkwił przy siatce, skąd widać było drogę którą tu przyjechał i na widok każdego samochodu skomlał cichutko z ogromną nadzieją. Nikt go nigdy nie odwiedził.

Borys kupił swojej dziewczynie małego buldożka. Dominika była przeszczęśliwa. Buldożek dostał wysadzaną cyrkoniami obróżkę, zamieszkał w nogach łóżka i przez pierwszy rok był najbardziej rozpieszczanym psem świata. Na dzień dobry był całowany w pomarszczony pyszczek, a suchą karmę jadł z kryształowej salaterki po babci. Po dwóch latach Borys i Dominika postanowili wyjechać za granicę. Nic dziwnego. Pracy nie ma, wynajmowane mieszkanie, brak perspektyw na przyszłość. Wczesnym przedpołudniem czerwona toyota zatrzymała się pod lasem. Dwoje ludzi i jeden pies wyszli rozprostować nogi. Dominika pochyliła się nad psem, ucałowała mordkę i odpięła smycz. Ach, jakie bogactwo zapachów, ile przestrzeni... Buldożek tak się zachwycił, że nawet nie zauważył, jak toyota zaburczała i z głośnym warkotem odjechała zabierając jego Panią. Rzucił się w pogoń, ale krótkie nóżki nie nadążały za stukonnym silnikiem. Zasapał się, zdyszał, nie mógł złapać tchu... Usiadł przy drodze. Przecież wrócą, prawda? Przecież nie mogli o mnie zapomnieć? Wciąż siedział, gdy księżyc pocałował go na dobranoc...

Tymi historiami uraczyła mnie Beata- kosmetyczka, do której wybrałam się rano na hybrydowy manicure i pedicure. Ale takie historie otaczają nas zewsząd. Osaczają, załamują, prowokują do łez i bezsilnej wściekłości, czasem do niedowierzania, że możemy być aż tak źli. Nie mam sił opisywać kolejnych, ale by nie być gołosłowną zamieszczę kilka linków. Linków, które udowadniają, że człowiek jest najniższą i najpodlejszą formą na naszej planecie. ohydaohyda nr 2
Beti to dobra, młoda dziewczyna, która oprócz prowadzenia własnego gabinetu kosmetycznego, pracuje charytatywnie w podchoszczeńskim schronisku dla psów. Po południu miała tam dyżur, więc poruszona opowieściami, wzruszona jej dobrym sercem i zawstydzona własną obojętnością, pojechałam do marketu i kupiłam najwiekszy jaki był, worek suchej karmy. Ruszyłam w stronę ogródków działkowych, za którymi znajduje się owo schronisko. Okażcie proszę wsparcie, poprzez polubienie W związku z tym, że było gorąco, a mój golf nie posiada klimatyzacji, jechałam z otwartym oknem i już z daleka usłyszałam ujadanie psów. Po paru minutach dotarłam na miejsce, zaparkowałam pod drzewem i biorąc pod pachę wór z karmą wytarabaniłam się z samochodu. Ze ściśniętym sercem rozejrzałam się dookoła. Dziesiątki boksów, w niektórych nawet po dwa, trzy psy, stare i młode, najróżniejszych maści i wielkości. Mignęło mi nawet kilka wyraźnie rasowych. Niektóre szczekały zapamiętale na mój widok, inne ziajały tylko z wywieszonymi jęzorami, ale wszystkie patrzyły smutnym wzrokiem. Schronisko zajmuje dobry hektar terenu. Wolno ruszyłam przed siebie w nieustającym akompaniamencie ujadania, skomlenia i pisków. W melodii tej na szczęście zabrakło brzęczenia łańcuchów, gdyż żaden z psów, choć pozamykanych, nie był uwiązany do budy. Beatę znalazłam w jednym z boksów. Klęczała nad jakimś tłumoczkiem i przemawiała do niego czułym głosem. Spojrzała na mnie ze smutkiem.- Raczej tu nie przeżyje. Nic groźnego mu nie dolega, ale w atmosferze rozpaczy jaka tu panuje i przy ciągłym jazgocie psów, chyba nie ma szans...

Wróciłam do domu. Nie sama. Chyba oszalałam... Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Zamieniła Mariola wiewióra na potwora...


22 komentarze:

  1. Mariolka kocham Cie ! ... Zabrałaś ją ze schroniska ? Chora jest ? ... Ajronka wołaj !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest okołoroczny knur świni wietnamskiej. Prawdopodobnie wyrzucony z domu do lasu, bo ośmielił sie urosnąć ;( Już wcześniej przebadany przez weta (na marginesie podobno właśnie przez Ajrona, który trzyma pieczę nad schroniskiem). Jest zdrowy, tylko odwodniony i osłabiony.
      Też Cię kocham ;)

      Usuń
    2. Boszsz, żeby przeżył ! Pisz co i jak !

      Usuń
  2. Okulary mi q... zaparowały. Wiem, że ludzie są potworami, jednak za każdym razem mnie to rozwala. Mariolka♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego wrażenia dopiero mi spracowało, że zrobiłaś sobie pazureiry! Hybrydy! Hermafrodyty - jak mawia moja siostra! Nooo, sprawa jest chyba poważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wedle rozkazu ;) Choć powiem Ci, że przez to wszystko zapomniałam sobie o doktorku pomarzyć hihihi. Blask Ajrona trochę przygasł przy blasku... Boczka. To chyba dobre imię będzie ;)

      Usuń
    2. Czy Boczek urośnie? Bo wiesz, świnki wietnamskie są różne podobno. Duże też.

      Usuń
    3. On już jest wielki, choć może na zdjęciu tego nie widać. To wielki kawał...hm... świni ;) Ajron mówił (tak, tak, był tu z samego rana- z własnej woli, bez wzywania ;)), że wzwyż już raczej nie urośnie. Co innego wszerz. Wszerz podobno mogą w nieskończoność. To tak jak ja ;))

      Usuń
    4. Mariolka zrób Ty zdjęcie Boczkowi podczas wizyty lekarskiej ;)

      Usuń
  4. Piękny ten knur, naprawdę cudo. Zaglądam podczytuję i bardzo lubię. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mariolu czytam,czytam,wszystko,ciurkiem.Jesteś niesamowita,no i ten świniaczek! Już Ty go wypielęgnujesz z pewnością.
    Boczuś:)))))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Qwa nie mogę na tych potworów "ludzkich"....
    Buziaki dla ryja!

    OdpowiedzUsuń
  7. A co tu pisac..
    Chlip, chrum.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zamieniła Mariola wiewióra na knura:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamieniłaś kobieto małą miseczkę w koryto ;)))

      Usuń
  9. Byłam nieźle zaskoczona gdy zobaczyłam zdjęcie :)) Potrafisz zaskoczyć ☺ Że Masz dobre serce to już wiemy , ale tym razem zasłużyłaś na miano Krolowej Zwierzolubnych No i Boczek pewnie potrzebuje weta ;)
    O ludziach swiniach pisać nawet nie chcę bo i tak już jestem ugotowaną temperaturą
    Buźka

    OdpowiedzUsuń
  10. Mariolka, jak Boczuś dzisiaj ? ... mówisz Ajronek sam z siebie przyleciał do Boczka, hmmm ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie nie wiem, czy do Boczka?

      Usuń
    2. Na szczęście do Boczka. Nie wiem czy chciałabym ,żeby doktorek taką szprycę w dupsko mi dał ;) Zaszczepił go przeciw pryszczycy i czemuś tam jeszcze. Po zamknięciu kóz w oborze wypuściłam trochę prosiaka do sadu. Daje chłopak radę ;) A Ajron...cóż,fajnie było ;)

      Usuń
  11. Mariolka, cudna z ciebie kobita! Biedny Boczuś, trzeba go odpaść. No i oczywiście cały czas musi być pod czułą opieką weterynarza:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to Mika ;) Hm... mogłam zaoszczędzić te 150 zł za pazureiry ;))

      Usuń