a

a

środa, 15 lipca 2015

Rozterki wiejskiej baby

Od szóstej rano miotałam się jak potłuczona. Umyłam zęby, pacnęłam na twarz jakąś maseczkę z glinki i poszłam do obory. Dobrze, że nikt mnie nie widział, bo przypadkowi goście mogliby pomyśleć, że zielone ludziki wylądowały w „Rapsodii”. Usiłowałam wydoić Zarazę. Stara, dawno zasuszona koza tak się zdziwiła, że zapomniała bodnąć mnie na dzień dobry swoim stępionym rogiem. Po obrządku wypuściłam obie kozy (Mandarynka została jeszcze w koziarni), które powędrowały spokojnie do sadu, a ja wzięłam się za śniadanie. Spalone mleko nie pachnie zbyt ładnie, a solona kawa nie zagości jednak w moim menu...

Pożeracz damskich serc- Ajronek Pieronek, zapowiedział się na dziesiątą.

Maseczka była z całą pewnością przeterminowana, bo po zmyciu pod oczami wykwitły jakieś paskudne, czerwone plamy. Na szczęście znikły, po przyłożeniu kostek lodu. Usiadłam przed lustrem. Oko na niebiesko, czy brązowo? Maskara pogrubiająca, czy podkręcająca? Podkręcająca wyschła na wiór, więc siłą rzeczy wybór dokonał się sam. Brązowe cienie stwardniały na kamień. Jasna cholera, niebieskie też...
To nie jest tak, że zapuściłam się w mojej wsi na amen. W kosmetyczce mam kilka kredek do oczu, róż i tusz do rzęs. Gdy jadę do Choszczna trochę się wypacykuję, ale po co mam to robić w domu? Ani dla kogo, ani zdrowo, a najbardziej po prostu mi się nie chce. U fryzjera i kosmetyczki byłam w zeszłym tygodniu (Anka mnie wyciągnęła), kąpię się regularnie, zęby myję (hm... nici nie używam, bo skończyły się dawno temu i wciąż zapominam kupić) i nie straszę chyba nikogo swoim wyglądem. Jednak gdy przypomnę sobie miasto, poranne rytuały przed wyjściem do pracy, porównam ilość kosmetyków których używałam niegdyś do tej garsteczki którą posiadam teraz, to chyba jednak, podobnie jak mój pies, trochę się zapuściłam... 



Umalowałam się dyskretnie, choć wyjątkowo starannie. Popatrzyłam w lustro. O nie! Nie będę świrować dla jakiegoś typka, który wyskoczył jak Filip z konopi i miesza mi w głowie. Starłam cały makijaż. Popatrzyłam krytycznie w lustro. Boszsz... jednak trzeba się pomalować...
Od dziewiątej trzydzieści przymierzałam ciuchy. Sukienka? Jasna cholera, nie mam żadnej. W pogrzebowej garsonce mam wystąpić? W końcu wskoczyłam w dżinsy i jakąś kwiecistą bluzkę. Buty. Sandały? Pięty jak tarka i paznokcie niepomalowane... Białe baleriny. Taak. Zakryją niedostatki i super pasują do zwiewnej bluzki...
Punkt dziesiąta przyjechał jeep Cherokee. Spojrzałam na wychodzącego z samochodu mężczyznę. Był ubrany w zwykły T-shirt, na który zarzucał właśnie biały kitel. Makijażu nie zauważyłam. Na nogach miał wysokie kalosze. 
Boszsz... baleriny do obory??? W biegu zrzuciłam cholerne baletki, wybiegłam boso do wiatrołapu i włożyłam nagą stopę w spocone gumiaki. Całe w g...nie. Super...

Mimo stresującego poranka spędziłam bardzo fajne przedpołudnie. Po zbadaniu kozy usiedliśmy na tarasie i przegadaliśmy dobre dwie godziny. Kobieta w separacji i mężczyzna- uwaga, uwaga- po rozwodzie.
Mandarynka już tylko nieznacznie kuleje, ja odparzyłam sobie dużego palca w gumowcach, Ajron po wykastrowaniu mojego mózgu, pojechał kastrować młode ogierki... Myślałam, że życie jest piękne, dopóki nie spojrzałam na swoją rękę, którą doktorek długą chwilę trzymał na pożegnanie w swoich dłoniach. Boszsz... 





19 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dorka, weź mnie nie załamuj... ;)

      Usuń
  2. No wiesz co, w baletkach do obory :) Dobrze, że się w porę zreflektowalaś ! Pazureiry majom śfietny wzorek ! ... Noooo, i ta przytrzymana ręka przez doktorka .... no no no .... i wolny. Cosik się na cóś zanosi ! ... kiedy następna wizyta do Mandarynki ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, zapomiałam w afekcie zachwycić się psiuńcią śliczną ! To jamnik szorstkowłosy ?

      Usuń
    2. Tak się zagadaliśmy, że sie nie umówiliśmy...

      Usuń
    3. Sabę 14-e lat temu wzieliśmy ze schroniska. Matka była wyżłem... Ale ojciec chyba rzeczywiście jamnikiem ;)

      Usuń
  3. :))))))))))) Boskie. :) Ja mieszkam w mieście i mam bardzo podobnie, ale wychodzę z założenia, że od kiedy noszę 44 mi już nic nie pomoże. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty Gosianka! 44 to w sam raz ;)

      Usuń
    2. No tak, na mnie jeszcze w sam raz, ale jak tak dalej pójdzie to niedługo to potrwa :)

      Usuń
  4. Kobiecości nie straciłaś, bo uważasz, że nie masz w co się ubrać:) Pazueiros, fakt dałaś czadu, ale to POWINNO dać do zrozumienia Ajronowi, że Ty tak się uwijasz przy tych zwierzakach czyli jesteś zwierzolubna, czyli fajna z Ciebie babka. zresztą on pewnie też ich nie pomalował ? ;)
    Teraz ktoś się musi znów pochorować.... piesek ? :)
    Tylko tym razem wymaluj tfu, zmyj pazueiros, ubierz się jak "my słowianie" czyli duży dekolt, zapaska, przepaska i możesz być nawet boso ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra myśl. I bedę masło z koziego sera ubijać, wywalając zderzaki na wierzch hihihi

      Usuń
  5. Szkoda, że moich pazurejrów po rwaniu trawska spomiędzy kamieni nie widzisz....:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podejrzewam, żeby były gorsze od moich. Taki to już nasz wiejski szyk ;)

      Usuń
  6. A ja myślę że on, jak to facet, nie tylko żadnych pazureirów ale też gumiaków zasranych nie zauważył. To co że się nie umówiliście, adres znasz? Znasz. Telefon masz? Masz. No to do dzieła. Jeszcze tylko jakiegoś zwierzaka musisz przypadkiem zachorować, dla kamuflażu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telefon mam do lecznicy, adresu nie znam, wszystkie zwierzaki, cholerka, przebadał... Dziewczyny, z Waszą kreatywnością coś wymyślimy. Jakieś pomysły?;)))

      Usuń
    2. Zadzwoń, że kury się nie niosą.

      Usuń
    3. Masz rację! Rano nie znajduję ani jednego jajka.Tylko że, jasny gwint, ja kur nie mam... ;)

      Usuń
    4. No to że chcesz mieć jaja :))) I czy on może Ci w tym jakoś pomóc :))))

      Usuń
    5. Hm... nie wiem czy Jerzy nie miałby nic przeciwko obcym jajom z rana ;)))

      Usuń