O mój Boże! Znów wypadłam z blogowego światka. Nie mam czasu na życie wirtualne, a tu tyle się dzieje! I dobrego i złego, i pocieszającego, że w tym złym jednak potrafimy się zjednoczyć. Brawo Hano i dziewczyny z Kurnika. Aż mi wstyd, że żyłam w nieświadomości, na szczęście jeszcze mogę to naprawić małą darowizną. Dziewczyny- jesteście naprawdę zjawiskiem na skalę całego Kosmosu!!!
A czym jestem taka zajęta? Ano życiem ogólnie rzecz biorąc.
Zima na zmianę pojawia się i znika. Na starej śliwie roi się od sikorek. Ze zwykłej butelki po napoju, kawałka druta i podstawki od doniczki Jurek zbudował automatyczny (samonapełniający się) karmnik.
Zajęło mu to około dziesięciu minut, a radości co niemiara ma cała rzesza. Sikorki i mazurki tłoczą się przy flaszce niczym przekupki na targu. Pokrzykują, kłócą się, wyrywają sobie z dziobków co smaczniejsze kąski, nie patrząc na to, że duża część dobra leci na ziemię. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci, a nawet czwarty korzysta, więc wysypane ziarno wcale nie idzie na zmarnowanie. Czego nie wydziobią wróble to zje Saba. A wszyscy mówią, że psy są mięsożerne i co? Okazało się, że niekoniecznie. Zajada sobie psina suszone owocki, na prawo i lewo pluje łuskami słonecznika i jest cała szczęśliwa ;)
Od kilku dni do wspólnej ptasio-psiej jadalni dołączył jeszcze jeden konsument. Może pamiętacie moją opowieść o kocie Bolku- przyjacielu wszystkich gryzoni. Coś podejrzewam, że to właśnie on odszukał gdzieś biedaka i zaprosił do wspólnego stołu. Gdy sikory porozwalają już karmę naokoło, wróble wydziobią co lepsze, pies dogodzi sobie owsianymi płatkami, do stołu podchodzi on. Szary, wielki, z połową ogona i wyłupionym jednym okiem. Tajemniczy i czujny, bo jeszcze ani razu nie udało mi się uwiecznić go na zdjęciu czy filmiku. Chyba wiekowy, bo pyszczek ma oprószony siwizną. Ruchliwe wąsiki cały czas drgają, gdy przednimi łapkami chwyta jakiś zapomniany okruch i szybciutko pałaszuje ze smakiem. I choć gnębiłam myszy wewnątrz domu, w ogóle mi nie przeszkadza że pod śliwą ucztuje sobie w najlepsze stary szczur. Hm... kotu też nie. Gdy wygospodaruję sobie chwilę, siadam z kawką przy oknie i obserwuję ten komediowo- kryminalno- obyczajowy film z wieloma bohaterami w rolach głównych. A wszystko za kilka złotych i odrobinę poświęconego czasu.
Co oprócz tego? Pomału szykuję święta, ozdabiam dom i obejście, wytwarzam jakieś stroiki z szyszek, gałązek i owoców dzikiej róży, kupuję prezenty i robię burzę mózgu wymyślając kto i z czego najbardziej się ucieszy. Co roku, podczas spotkania przy okazji Święta Zmarłych losujemy osoby którym robimy jeden, większy prezent, ale któż nie ucieszy się z jakiegoś własnoręcznie uszykowanego drobiazgu? Piotrkowi wręczę nalewkę. Jurkowi- nalewkę. Ajronowi, hm... chyba nalewkę. Anka pewnie też najbardziej ucieszy się z nalewki. I tym sposobem burzę mózgu mam za sobą ;)
Na 22 grudnia Anna ma zaplanowane cesarskie cięcie. Na świecie pojawi się mój nowy siostrzeniec i siostrzenica ;)))
Może będzie Adaś i Ewa?






















